Tragedia Rozgwiazdy

W piątek 17 października 2008 o godzinie 0658 doszło do wywrócenia się i zatonięcia holowanej do portu w Kołobrzegu pogłębiarki „Rozgwiazda” armatora Przedsiębiorstwo Robót Czerpanych i Podwodnych. Jednostka zatonęła 8 mil morskich od brzegu, na wysokości miejscowości Gąski w województwie Zachodniopomorskim. Wstępnie podane informacje mówiły o dwóch członkach załogi, którzy ponieśli śmierć na miejscu i trzech zaginionych, których poszukiwania wciąż trwają.

W poszukiwaniach tych brało udział sześć jednostek pływających - morskie statki ratownicze Tajfun i Cyklon, holownik Stefan, jednostka Morskiego Oddziału Straży Granicznej Straży Granicznej - 216, rybacka jednostka Koł-4, łódź Brzegowej Stacji Ratowniczej z Darłowa oraz śmigłowiec Marynarki Wojennej Anakonda.

W akcji miał uczestniczyć również holownik Goliat, jednak ze względu na awarię silników został on wycofany z operacji i odholowany do portu. Brzeg jest patrolowany przez funkcjonariuszy Straży Granicznej z Kołobrzegu i Darłowa oraz pracowników Brzegowych Stacji Ratowniczych tych miejscowości. Obszar poszukiwań miał długość 8 mil morskich i szerokość 4 mil. Ratownicy odnaleźli dwa ciała członków załogi pogłębiarki oraz pustą wywróconą tratwę ratunkową jednostki.

Warunki atmosferyczne na Bałtyku w momencie katastrofy były trudne - stan morza wynosił 4 przy północno - zachodnim wietrze o sile 7 stopni w skali Beauforta. Przyczyny przewrócenia się jednostki nie są jeszcze oficjalnie znane, można jednak snuć pewne przypuszczenia.

„Rozgwiazdę” zbudowano w Holandii w 1968 roku, była to pogłębiarka o długości 50 metrów. Zadanie, z którym wyruszyła w ostatni rejs było standardowe dla tego typu jednostki – pogłębianie toru wodnego ze Świnoujścia do Szczecina. Miejsce prowadzenia prac oddalone było od bazy PRCiP przy nabrzeżu Krakowskim w Gdańsku o 330 mil morskich, na miejsce miał ją dostarczyć holownik Stefan. Pierwotnie zaplanowana na 13 października data wypłynięcia została opóźniona o jeden dzień ze względu na konieczność dokończenia prowadzonego na pogłębiarce bieżącego remontu, przeglądu technicznego i zmęczenia załogi poprzednim zleceniem. Jeśli chodzi o prognozy pogody, sytuacja nie jest jednoznaczna. Pragnący zachować anonimowość pracownicy PRCiP twierdzą, że 3dniowe prognozy długoterminowe były zbyt niekorzystne dla prowadzenia holu przez tak wysłużony holownik jak Stefan, przewidywały one stopniowy wzrost siły wiatru. Prognozy przedstawiane przez PRCiP oficjalnie mówią o sile wiatru 3 – 4 st. Beauforta we Władysławowie i 2 – 3 st. Beauforta w Ustce. Przy takim wietrze i stanie morza 1, istotnie, nic nie wskazywałoby na katastrofę.

Zespół holowniczy opuścił port w Gdańsku 14 października o godz. 13.30. Złożony był on ze Stefana, Rozgwiazdy i dwóch szaland motorowych (barek służących do wywozu urobku pogłębiarskiego), które płynąc po obu burtach Rozgwiazdy" asekurowały operację holowniczą. Mimo początkowo sprzyjającej pogody poruszali się powoli. 15 października zespół opłynął Mierzeję Helską i minął Rozewie, kierując się na zachód. Zaczęło stawać się jasne, że dotarcie do Świnoujścia zgodnie z planem, w ciągu trzech dni, nie będzie możliwe. O 2000 siła wiatru wynosiła wciąż 2-3 st. Beauforta.

Niedostateczne tempo holowania zdaje się być wynikiem zastosowania zbudowanego w 1964 roku holownika o mocy zaledwie 400 KM. Taka moc nie zapewnia dostatecznego uciągu w przypadku jakiegokolwiek statku czy ładunku na pontonie holowanego w warunkach bałtyckich, a zwłaszcza ważącej 1000 ton "Rozgwiazdy", czego chociażby mglistą świadomość, załoga mieć musiała.

W tej sytuacji rodzi się pytanie o politykę firmy, która wysyła w rejs jednostki o niedostatecznej mocy i urządzeniach nawigacyjnych niewystarczających dla prowadzenia nawet  większości współczesnych jachtów morskich.

Z informacji podanych przez PRCiP wynika natomiast, że Stefan został wyposażony w odbiornik nawigacji satelitarnej GPS, radiotelefon GSM, satelitarny system pozycjonowania i radar. Stefan przechodził remonty i przeglądy, a jego stan techniczny potwierdzają dokumenty klasyfikacyjne PRS i karta bezpieczeństwa. Zestawy typu zestawy były holowane bez przeszkód przez ten i podobne holowniki, pytanie czy to łut szczęścia czy tzw. dobra praktyka morska? Co się tyczy Rozgwiazdy, została ona kupiona przez PRCiP w 2006 roku od firmy Dragmor, ale jeszcze w 2005 roku przeszła remont klasyfikacyjny pod nadzorem PRS i uzyskała klasę 4-letnią. W roku bieżącym uzyskała potwierdzenie klasy.

16 października nastąpiło gwałtowne pogorszenie pogody. Zestaw minął Rozewie, po czym o 0730 został rozdzielony, żeby nie doszło do kolizji szaland z pogłębiarką. Jedna popłynęła do Świnoujścia, a druga płynęła w asyście pozostałych. W tym czasie holownik PRCiP Marcin o mocy 800 KM znajdujący się w Świnoujściu, dostał polecenie popłynięcia do Kołobrzegu, żeby tam przejąć hol od Stefana. Zespól holowniczy, hamowany przez wiatr i fale, posuwał się bardzo wolno. O 1400 szyper Stefana zwrócił się do kapitanatu w Ustce o pozwolenie wejścia do portu. Statki dotarły w pobliże portu po godz. 2100, kapitanat odmówił zgody na ich wejście ze względów bezpieczeństwa. "Stefan" musiał więc kontynuować holowanie pogłębiarki.

Następnego, feralnego dnia 17 października, wiatr wiał mocniej i zmienił kierunek na przeciwny, jeszcze bardziej niekorzystny. Statki zmagały się z rosnącymi falami i silnymi powiewami, spychającymi je z kursu. W tej sytuacji PRCiP zrezygnowano z wykorzystania słabszego holownika Marcin i zdecydowało się na wynajęcie w Szczecinie znacznie mocniejszego holownika "Goliat", który dotarł do zespołu holowniczego o 3.20. Trzy i pół godziny później nastąpiła tragedia. Jak do niej doszło?

Goliat nie podał holliny tak jak powinien na pogłębiarkę, a na Stefana. Holliny mają różną wytrzymałość dostosowaną do uciągu holownika. Szyper Goliata popełnił więc błąd holując holownik ze słabszą liną do której zerwania doszło później. Zaistniała sytuacja daje się być kwestią braku wyobraźni.

Po zerwaniu holu Stefana Rozgwiazda dryfowała po morzu, w tym czasie holowniki podejmowały prób podejścia do niej, gdyż przez 40 minut ich załogi zrzucały z pokładów poplątane holliny. W tym czasie szyper pogłębiarki popełnił brzemienny w skutkach błąd, najprawdopodobniej nie zdając sobie sprawy z tego, że znajduje się w dużej odległości od brzegu, gdzie głębokość wynosiła prawie 30 metrów. Zamiast spokojnie dryfować, wyrzucił z rufy jedną z kotwic roboczych na linie, służących wyłącznie do ustawiania pogłębiarki na odpowiedniej pozycji w czasie pracy. Nie wolno mu było tego robić, gdyż do kotwiczenia przeznaczone są na statkach kotwice dziobowe z łańcuchami kotwicznymi, przechodzącymi przez odpowiednio wzmocnione kluzy. Można przypuszczać, że podczas rzucania kotwicy roboczej, której lina przechodziła tylko przez rolkę, doszło do uszkodzenia i rozszczelnienia kadłuba pogłębiarki oraz wdarcia się wody do ładowni, znajdującej się po lewej burcie. Dlatego Rozgwiazda przechyliła się na tę burtę i wywróciła. Rozpoczęto akcję ratunkową, pogłębiarka zatonęła po 20 minutach.

Na pokładzie było pięciu marynarzy. Ciała Jarosława L. (lat 43, kierownik maszyn statku I kategorii, zam. w Lipnicy Ostrowice, ojciec trojga dzieci) i Krzysztofa P. (lat 49, marynarz mistrz pogłębiarski, zam. w Kamieniu Pomorskim, ojciec dwojga dzieci) wyłowiono z morza w dniu katastrofy. Podczas akcji ratunkowej trwającej do soboty ratownikom nie udało się odnaleźć pozostałych członków załogi: Kazimierza W. (lat 69, kierownik statku I kategorii, ojciec dwojga dzieci), Stefana Z. (lat 59, kierownik maszyn statku I kategorii, starszy elektryk, mieszkaniec Szczecina, ojciec trojga dzieci) oraz Tadeusza K. (lat 53, mistrz pogłębiarski, starszy marynarz, mieszkaniec Nowogardu, ojciec dwojga dzieci).

Holowniki, których załogi były światkami zatonięcia "Rozgwiazdy" zakończyły swój udział w poszukiwaniach jako pierwsze. Najpierw "Goliat" w którego kominie niespodziewanie pojawił się ogień. Potem, około 17 w Kołobrzegu schronił się "Stefan".

Ważna do roku 2010 Karta Bezpieczeństwa Rozgwiazdy upoważniająca do żeglugi przybrzeżnej nie stawiała wymagania posiadania przez jednostkę na wyposażeniu kombinezonów ratunkowych zapewniających przetrwania w wodzie przy niskiej temperaturze. Mowa w niej była wyłącznie o dwóch tratwach i kołach ratunkowych oraz 18 kapokach. Z relacji drugiej załogi Rozgwiazdy wynika jednak, iż na pokładzie jednostki i tak znajdowały się co najmniej 3 kombinezony tego typu, chociaż nie były one wymagane. Prawdopodobną przyczyną braku ich użycia w tej sytuacji było samo zaskoczenie wynikające z jej powstania oraz uniemożliwiająca bieżącą pracę konstrukcja kombinezonów, zakładanych wyłącznie w sytuacji konieczności opuszczenia jednostki.

Nie wiadomo, czy wrak pogłębiarki zostanie podniesiony z dna, pytanie o sposób wypompowania 25 ton paliwa ze zbiorników Rozgwiazdy również pozostaje otwarte. Wrak leży rufą do góry w przechyle 30 st. na głębokości 28 m, 14 m poniżej lustra wody. Zauważono bąbelkowanie, co oznacza, że paliwo w małej ilości wydostaje się ze zbiornika poprzez odpowietrzniki. Zbiornik nie uległ więc rozszczelnieniu, ale zagrożenie ekologiczne jest ewidentne.

Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin, Dziennik Bałtycki